0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

pendolino gdańsk

 

Przedwczoraj mój  mąż śledząc Internety zauważył, że jeden z pociągów Intercity na trasie Gdynia- Kraków, bodajże, ma przesżło 7 – godzinne opóźnienie z powodu wichury, która przywiała na tory połamane, grube  konary i  gałęzie drzew. 

Normalnie w takiej sytuacji  wzruszyłabym ramionami : No i co?Media zalewają nas taką ilością informacji, że trudno wzruszać się każdą z nich. No, chyba, że sytuacja dotyczy…twoich bliskich.

Jasne,  zawsze szkoda zestresowanych ludzi, prawdopodobnie wczasowiczów, zmierzających znad morza w góry na zasłużone wakacje…kiedy uświadomiliśmy sobie, że w rzeczonym Pendolino może znajdować się nasza znajoma z dzieckiem i podeszłą w wieku mamą. Wracali w swoje rodzinne strony ( w nowosądeckie) na wakacje z dalekiego kraju na Bliskim Wschodzie. Lot trwał 9 godzin i już kolejnego dnia po bardzo krótkim odpoczynku w stolicy postanowili wsiąść do pociągu expressowego. Prawdopodobnie zmęczeni różnicą czasu, faktem podróżowania od wielu godzin.

Na dodatek od 15 oczekiwał na nich na dworcu w Krakowie uczynny sąsiad, dobry znajomy rodziny. Chciał pomóc podróżnym wnieść do samochodu ciężkie bagaże i odwieżć podróżującą rodzinę jak najsprawniej do celu ich wyprawy, do rodzinnego miasta, zlokalizowanego kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa. Takich oczekujących na odebranie samochodem rodziny z pociągu było zapewne wielu, i wielu z nich przebyło dystans kilku, kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu kilometrów zakładając, że co jak co, ale Pendolino to pociąg, który spóźnia się rzadko, a jeśli już, to na pewno nie 7 godzin… Ale nie piszę tego posta by użalać się nad pasażerami pechowego pociągu. Czasem zdarzają się opóźnienia i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Piszę by zwrócić uwagę na ewidentne błędy logistyczne i błędy w zarządzaniu informacją dla pasażerów i ich bliskich.

Po upływie godziny od  otrzymania wiadomości, że pociąg tkwi gdzieś pod Koluszkami, po  konsultacji przez komórkę i potwierdzeniu, że faktycznie znajomi mieli pecha wsiąść do tego właśnie pociągu popołudniową porą i utkwić w szczerym polu na długi czas, mąż pognał na dworzec PKP i kilka chwil po pierwszej w nocy przywiózł nieszczęsnych pasażerów na niezaplanowany nocleg pod naszym dachem. Koleżankę, jej kilkuletnie dziecko i starszą panią, mamę koleżanki.

Przewoźnik kompletnie nie sprawdził się w sytuacji kryzysu pogodowego. Pasażerowie mają prawo czuć irytację.

Głodni i zdezorientowani, próbowali uzyskać ważne informacje o tym , na którą mogą liczyć na  szansę dotarcia  do celu podróży. W niespełna dwu i półgodzinną podróż  ekskluzywnym bądź co bądź pociągiem z przedziałem restauracyjnym nie zabiera się wielkich  zapasów jedzenia .Przepraszam, starsi zabierają. Młodsi, na ogół, nie.

Pasażerowie z konieczności wyczyścili całą zawartość wagonu  WARS, a gdy tzw. ciepłych (dań zabrakło, szef restauracji tłumaczył, że nie może im udostępnić zapasów zmagazynowanych na potrzeby innych kursów. Na szczęście dla pasażerów płci męskiej nie zabrakło…piwa. Podróżni popijali więc piwko za piwkiem nasłuchując komunikatów o skali możliwego opóźnienia i po raz enty prosili  najbliższych, czekających na ich przyjazd na dworcu w Krakowie o cierpliwość. Przewoźnik do końca nie wydał jednoznacznego  i uporządkowanego komunikatu, wciąż informując tylko  o kolejnych kwadransach zwłoki z powodu czynników wyższych ( do jakich zalicza sie załamanie pogodowe).W takiej sytuacji trudno planować pomoc bo nie jesteś w stanie określić , o której godzinie będziesz potrzebował podwiezienia.

Uczynny sąsiad odczekawszy  zatem bezskutecznie prawie 7 godzin wrócił do nowosądeckiego miasteczka sam, kolejnego dnia musiał przecież wstać rano do pracy. A pasażerowie powiadomili go, że zatrzymają się na nocleg u nas.

Jak cały ten bałagan organizacyjny odebrali nasi znajomi, emigranci od wielu lat? Przed wszystkim zaskoczył ich fakt, że nie zorganizowano komunikacji zastępczej, że pociąg zamiast wrócić do poprzedniej stacji postojowej aby tam można było pasażerów „rozparcelować” do połączeń zastępczych po prostu zmarnował wiele godzin na oczekiwanie i bezsensownie zaplanowane objazdy. 

Żartowano , że bałagan organizacyjny w czasie meczów Euro to chyba norma. Bo jaki facet jest w stanie przytomnie myśleć w czasie piłkarskiego święta?

Po przyjeździe do stacji Kraków głodni pasażerowie z przykrością odkryli, że centrum handlowe jest już nieczynne i że przyjdzie im z burczącymi z głodu brzuchami dzwonić z prośbą do rodziny o nocny kurs samochodem lub też łapać taksówkę i zrobić nocny rajd po sklepach w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia na szybko.

Ciekawe, zastanawiali się nasi goście, czy właściciele punktów gastronomicznych zlokalizowanych w centrum handlowym przy dworcu PKP w Krakowie nie wpadli na pomysł przedłużenia awaryjnie z racji tego wydarzenia godzin otwarcia lokali z jedzeniem, skoro w mediach podano informację o wichurze i wiadomo było, że na dworzec zawita wkrótce całkiem pokaźna rzesza spragnionych i głodnych ludzi, którzy wysiądą z Pendolino?

W zasadzie w dobrym tonie byłoby zapewnienie kanapek pechowym pasażerom przez przewoźnika , skoro czas podróży przeciągnął się nieomal dwukrotnie. Stacja Kraków na pewno dla wielu podróżujących była tylko punktem przesiadkowym.

Niektórzy z nich ,skoro nie załapali się na dalsze połączenie i wylądowali w grodzie pod Wawelem dobrze po północy, musieli zapewne znaleźć sobie jakiś nocleg lub poczekać do rana na dworcu na dalsze połączenie. Koleżanka westchnęła tylko, że cała podróż nie zaczęła się dobrze już na starcie:

Przed wyjazdem na lotnisko zaliczyli stłuczkę z winy kierowcy jadącego za ich autem z powodu prowadzonej przez niego rozmowy przez komórkę. Policja, protokół, ustalenia czyja wina i jaka szkoda, auto do serwisu. Potem po odebraniu walizek z lotniskowej „karuzeli ” w Warszawie znajoma zauważyła brak jednego kółka w ciężkiej walizce. Kierowca taksówki zmierzywszy spojrzeniem trzy spore walizki zaprotestował: -Potrzebują panie taksówki bagażowej, do mojego auta to wszystko się nie zmieści- pokręcił głową.

-Proszę nie przesadzać, te 3 walizki spokojnie mieszczą się do Skody Fabii sedan, mam to już w detalach przećwiczone – oburzyła się koleżanka – A pana samochód to duże kombi…

Taksówkarz jak niepyszny dźwignął więc pierwszą walizkę, nie kryjąc swojej dezaprobaty.

No i na koniec przygoda w pociągu Pendolino i przedłużenie podróży o  8 godzin.

-Następnym razem ugotuję jajka na twardo sztuk 6 na podróż w Polsce i zrobię więcej kanapek – postanowiła zmęczona tymi przeciwnościami losu koleżanka.

Wiecie, kto jednak zrobił biznes na rozczarowanych i częściowo podpitych piwkiem pasażerach Pendolino? Jedna ze stacji telewizyjnych, która oczekiwała na peronie w pełnej gotowości by nagrać te wszystkie wypowiedzi pełne żalu i frustracji. Czy dziennikarze pomyśleli o tym, że Polak głodny to Polak zły? :)

A gdyby tak więcej empatii ? Szkoda, że nie przynieśli na peron kanapek i tylko podstawili pod nos mikrofon i kamerę… Zero konstruktywnych form rozwiązania problemów pasażerów, tylko węszenie sensacji…. A więc sezon na wakacje powracających z emigracji w rodzinne strony Polaków uznajemy za oficjalnie rozpoczęty… A egzamin przewoźnika kolejowego z  zarządzania pasażerami, zadbania o ich podstawowe potrzeby w podróży: rzetelną informację, zapewnienie dostępu do wyżywienia  i zorganizowanie sprawnego transportu zastępczego, np autobusowego, uważamy za…oblany. Trochę wstyd w dobie Internetu przekazywać co kilkanaście minut informację o dalszych kwadransach opóźnienia pociągu zamiast oszacować rzetelnie, ile czasu może składowi zająć dotarcie do stacji celowej w sytuacji kryzysu pogody. Przecież bliscy podróżnych zmarnowali na oczekiwaniu na pechowe Pendolino praktycznie większość dnia!