0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

 

Tylko fale, piasek i ja:-) Szkoda, że tak się nie da codziennie:-) Ależ ten Bałtyk dziwnie, ekscytujaco pachnie! Pozdrawiam, miłego weekendu! #labrador #onthebeach #polishshore #goodtime #walkingonthebeach

Tylko fale, piasek i ja:-) Szkoda, że tak się nie da codziennie:-) Ależ ten Bałtyk dziwnie, ekscytujaco pachnie!
Pozdrawiam, miłego weekendu!
#labrador
#onthebeach #polishshore #goodtime #walkingonthebeach

O siódmej rano w piątek, dokładnie tydzień temu, ruszyliśmy w nietypowym składzie na wyszperane w necie ( last minute) wczasy nad polskim morzem. Do  Pobierowa.

Ładne, nowe domki za trzy czwarte ceny w promocji przedwakacyjnej i perspektywa braku tłumów były naprawdę kuszące. Ucieszyła nas też możliwość zabrania  psów, których zwykle na każdym wyjeździe bardzo nam brakowało. Są przecież naszymi domownikami!

Skład ekipy prezentował się następująco: Mój  mąż,ja, dwa psy sporych gabarytów ( labrador plus kundelek ocalony parę lat temu z likwidowanego schroniska) oraz nasza wirtualna przyjaciółka, Monika z bloga Singiel Mama eu z 2,5 letnim synkiem, Alanem. Tym razem jak najbardziej w wersji zmaterializowanej, a nie wirtualnej :)

A gdzie nasze dziecko?

-zapytacie. Czyżbyśmy byli koszmarnymi rodzicami- samolubami?  Właśnie rozpoczął się dla niego gorący czas sesji egzaminacyjnej na studiach. Kto wejdzie w drogę studentowi podczas sesji wie, że  stres  czyni go  ciężko-znośnym dla reszty domowników stąd termin wyjazdu nie przypadkowy :) Wolna chata to jakieś wyjście. Pomyśleliśmy, że na odległość, przez telefon, będzie nam tę sesję syna po prostu łatwiej przeżyć:).

Sprawdziliśmy przed wyjazdem dość dokładnie prognozę pogody , nie malowała się ona zbyt słonecznie, krótko mówiąc. Ale widać taki nasz los, pomyśleliśmy, że jak jedziemy nad morze, deszcz musi być i już.

Zawsze jednak gdzieś z tyłu głowy  trzepocze optymistyczna myśl: że może tym razem prognoza się nie sprawdzi?Mieliśmy nadzieję, że właśnie tak będzie będzie…

Zaraz za Wrocławiem zaczęło się nie na żarty chmurzyć. Zostawiliśmy za sobą falę tropikalnego upału, robiło się coraz chłodniej. Po kilku godzinach  przystanek na szybki posiłek. Brak prądu z powodu ulewy   i awaria terminala, pani kasjerka w zajeździe  powitała grupę turystów z najwyższą niechęcią: Nie mam jak wydrukować państwu paragonu ani otworzyć kasy by wydać resztę.I w ogóle płatne tylko gotówką! Kawy z expressu nie zrobię, herbaty również.Wyłącznie zimne napoje z butelek!

Deja vu. Pamiętam podobną konsternację w pociągu Intercity gdy zabrakło prądu, kierownik pociagu ” nie miał jak sprawdzić biletów” bo nie działał skaner… Niesamowite jak brak prądu paraliżuje życie…

 

Kilkunastogodzinna podróż i ponad 750  przejechanych kilometrów, z czego ponad połowa w  ciężkiej ulewie dała się we znaki naszmu najmłodszemu pasażerowi, 2.5 letniemu Alankowi. Jego mama, blogerka Monika, sama była ciekawa jak synek zniesie tak długą drogę, to było jego pierwsze doświadczenie pełnego dnia  podróży. Na dodatek burza  utrudniła szansę na dłuższy  postój. Udało się tylko raz na kwadrans pobiegać z psami  po lesie. Maluszek był bardzo dzielnym, cierpliwym i wyrozumiałym pasażerem… Długo nie opuszczał go dobry humor, choć zabierając go w tak długą podróż zaburzyliśmy całkowicie jego naturalny, dający mu poczucie bezpieczeństwa  rytm. Niestety,  zmęczenie wzięło jednak w pewnym momencie górę i maluszek zwymiotował. Na szczęście zostało nam niewiele do przejechania i choć  ołowiane chmury i gwałtowny deszcz psuły radość i tempo podróżowania, w końcu jednak dotarliśmy do Pobierowa.

Do wybrzeża zachodniego mamy z mężem szczególny sentyment, to w tej okolicy 24 lata temu wzięliśmy ślub!

Na szczęście kolejnego dnia po przyjeździe  na wczasy wypogodziło się. Odkrywaliśmy z Alanem uroki skoków na trampolinie, leniwie obserwując  idealnie białe, kłębiaste chmurki. Ośrodek domków letniskowych przy ul. Świerkowej w Pobierowie przypadł na bardzo do gustu. Kilkanaście niezależnych, czystych i gustownie urządzonych  domków, położonych w lesie iglastym, około 200 metrów od plaży, plac zabaw, możliwość zabrania czworonogów, to wszystko duże atuty tego miejsca:)

Każdego dnia znaleźliśmy czas na długie spacery po naprawdę atrakcyjnej okolicy, cieszyła nas możliwość  zwiedzenia miejscowości dzięki przejażdżkom rowerowym, psy także zachwycone były możliwością wyhasania się w pobliskim lesie, nieco mniej entuzjastycznie reagowały na konieczność pobytu w domku zamiast w ogrodzie ( w którym przebywało sporo dzieci, niektóre cierpiały na fobię lękową i nie mogliśmy się nawet zbliżyć do nich z naszymi psiakami).

Plaża w Pobierowie jest szeroka, czysta bardzo atrakcyjna widokowo bo zlokalizowana na klifowym  brzegu. Turystów nie było  jeszcze zbyt wielu, nie zaglądaliśmy sobie wzajemnie do plażowych lektur:)

Oczarowało nas z mężem samotne macierzyństwo Moniki, która  z powodzeniem  i bez utyskiwania ogarniała  każdą, nawet najbardziej podbramkową sytuację, wykazując się anielską, konsekwentną cierpliwością i życzliwością wobec synka.

Niestety, nie każda mamusia może pochwalić się tak sympatycznym charakterem i talentem organizacyjnym jak Monika, dla której priorytetem są prawidłowe, serdeczne, pełne ciepła i troski relacje z synkiem. Wielokrotnie słyszeliśmy pełne niecierpliwości dialogi mam z nie do końca współpracującymi pociechami, widać nie wszystkie mamy po trudach pakowania, podróży i w tracie aklimatyzacji potrafiły zapanować nad dziecięcą popędliwością i zachciankami.

Cieszył nas każdy dzień, brązowiejąca skóra, smak lodów, świeża pizza w najlepszej chyba restauracji w Pobierowie : „Lemon” ( godna polecenia!), codzienne pluskanie w wodzie morskiej, nieśpieszne, wieczorne  rozmowy na leżakach, obserwacja dzieci z sąsiedztwa, które po kilku dniach dość mocno zżyły się ze sobą, choć  w przypadku niemieckojęzycznego rodzeństwa sprawa była nieco skomplikowana, ale dzieciom na pomoc pośpieszyła pani Ania, magister filologii germańskiej :)

Dzień przed wyjazdem odwiedziliśmy także Park Miniatur Latarni Morskich w  pobliskim Niechorzu

( dla ciekawych: do atrakcji tej miejscowości należy także niedawno  wybudowany aquapark).

W  starannie zaprojektowanym parku ( www.park-miniatur-latarni-pl.) obejrzeliśmy kilkanaście  wiernie odtworzonych eksponatów latarni, niektóre z nich zostały  zniszczone podczas wojny i wizyta w parku to jedyny sposób na doświadczenie ich niepowtarzalnego piękna, klimatu oraz historii tych ważnych dla bezpiecznej nawigacji punktów na polskim wybrzeżu. Czołpino, Stilo, Ustka, Jarosławiec, Darłowo, Gąski, Kołobrzeg, Świnoujście, a także modele  katedry w Kamieniu Pomorskim. Właściciel i pomysłodawca Parku Miniatur pomyślał o atrakcyjnych , dobrze przygotowanych do pracy przewodniczkach, dzięki którym usłyszeliśmy wiele drobiazgowych historii dotyczących zwiedzanych obiektów. Na gości zwiedzających park w duszny, gorący dzień przygotowano nawet duże, chroniące przed słońcem parasole. Był też  wyposażony w zabawki, zacieniony kącik maluszka, poczta, kafejka i sklep z wysmakowanymi pamiątkami. Ceny biletów dla osób dorosłych wynoszą 20 złotych. Dzieci do lat 5 oraz  solenizanci, obchodzący danego dnia urodziny, wchodzą gratis.

Alanowi bardzo wszystko przypadło do gustu, wdzięcznie pozował do zdjęć. Wyjątek stanowił  wybuch…armaty ( jedna z atrakcji dla zwiedzających), na który to huk dziecko nie  było przygotowane i zareagowało płaczem.

Odwiedziliśmy także miejsce naszego ślubu i pospacerowaliśmy po malowniczej choć nie tak czystej jak  w Pobierowie plaży w Niechorzu.

W uszach wciąż mamy jeszcze szum morskich fal, smak świeżo pieczonej flądry, a w brzuchu przyjemnie wibruje uczucie relaksu.

Zdecydowanie polecam  wyjazd do Pobierowa. Usytuowany wśród licznych lasów,  z krystalicznie czystym powietrzem i łagodnym klimatem, jest idealną bazą wypadową dla rodzin z dziećmi, a co ważne dla nas, także miejscem przyjaznym zwierzętom!

ps Nie zdążyliśmy już dotrzeć do miejscowej atrakcji ( ” Chatka: świat do góry nogami”).

Ale na pewno zajrzymy tam kolejnym razem!

ps  Ze zwględu na trwające   mistrzostwa Europy w piłce nożnej wieczorami na ulicach miasta  widywaliśmy  całe chmary wiwatujących na cześć polskiej drużyny piłkarskiej panów. Uśmiech nie schodził im z twarzy! Aż miło było popatrzeć, jak ładnie Polakom w uśmiechach!

A  wy macie już zaplanowane wyjazdy wakacyjne?

Czy lubicie wracać do miejsc, które już wcześniej odwiedziliście? Czy jesteście sentymentalni?

Chciałabym jeszcze wiedzieć czy lubicie wszystkie wyjazdy planować z detalami czy zdajecie się na miejscu na improwizację? Czy z góry ustalony plan pomaga wam wypoczywać efektywniej?

Kiedy najlepiej wypoczywacie? Leżąc na plaży i gapiąc się na kojące widoki czy wręcz przeciwnie, na trasie, w ruchu?

Jeśli trafiliście na blog po raz pierwszy zachęcam, polubcie mój fan page aby być na bieżąco ze zdjęciami i innymi ciekawostkami, które tam udostępniam:)