0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Lisowscy Południki Szcześcia

 

Adrenalina dopadła mnie już od wczorajszego poranka. Wywiad z profesjonalistami z najwyższej półki niesamowitym zrządzeniem losu przytrafił mi się w… prezencie imieninowym.

Ich najnowsza książka, po raz pierwszy przewodnik w zbeletryzowanej formie, pt: „Południki Szczęścia” został opatrzony entuzjastycznymi recenzjami wielu znanych przyjaciół, jak Anna Dymna, Jan Peszek, Adam Bujak czy Jacek Wójcicki.

A w zasadzie wszystko zaczęło się od zaproszenia na spotkanie autorskie do Radia Kraków, a najpierw nieoczekiwana niespodzianka, zaproszenie od pani Elżbiety Lisowskiej, doktora ( wkrótce habilitowanego) religioznawstwa na UJ, prywatnie żony Andrzeja Lisowskiego, do grona znajomych w jednym z portali społecznościowych. To była jedna z najsympatyczniejszych niespodzianek, jaka spotkała mnie w ostatnim półroczu.

 Małżeństwo Lisowskich  od prawie 30 lat oddycha tak naprawdę podczas podróży.  Na  część z nich  wyruszali, jeszcze w czasach, gdy Polska znajdowała się za żelazną kurtyną, za pożyczone od przyjaciół pieniądze. Niektóre   wydatki zdarzyło im się spłacać  nawet przez 3 lata. Pan Andrzej przekonywał  , że nawet  astma, na którą choruje, nigdy nie była argumentem aby zrezygnować z najwięszkej radości  i pasji życia. W podróż zabiera wszystkie potrzebne leki, ale nie koncentruje się na chorobie i nie snuje dramtycznych scenariuszy.

Krakowska para nakręciła setki podróżniczych telewizyjnych programów dokumentalnych podczas odwiedzin w różnych zakątkach globu. Najbardziej swojsko czują się w Azji. Cenią prosty styl życia i podziwiają bliskie relacje rodzinnne. Państwo Lisowscy prowadzą także od lat radiowy program „Południk Cafe” w radiu Kraków. Po czwartkowej wizycie w Radiu Kraków, szczelnie wypełnionym fanami  pary podróżników, wiedziałam, że poprzeczkę mam zawieszoną wysoko.

 Wczoraj, o godzinie 00 w strugach ulewnego deszczu, 300 metrów od domu moich gospodarzy, mój dość leciwy samochód nagle odmówił posłuszeństwa….Zatrzymał się…  Deja vu. Roześmiałam się , bo zatrzymał się w bramie na zakazie postoju, blokując wjazd mieszkańcom… I ani rusz. Dopiero po „ostudzeniu” czyli odczekaniu kwadransa, silnik ożył, znalazłam nawet miejsce na parkingu z łatwym wjazdem  i odtąd już wieczór potoczył się uroczo. Para dziennikarzy, która zna świat od podszewki i dla której podróż w egzotyczne zakątki jest tak naturalna jak oddychanie to bardzo wdzięczni rozmówcy.

Powitali mnie w swoim krakowskim mieszkaniu, pełnym barwnych pamiątek z podróży. Pachniało kadzidełkami , a w cieniutkich, porcelanowych filiżankach dymiła aromatyczna Sencha. Dwa czarne koty zamruczały przyjaźnie, jeden z nich usadowił się centralnie na stole obok imbryka z herbatą, a drugi poskrobawszy chwilę po oparciu rattanowego fotela, przysiadł tuż obok mnie, gdy już obwąchał z ciekawością etui na dyktafon.

 

Pan Andrzej od razu przejął inicjatywę, -Usiądę dalej, bo mam bardziej donośny głos od mojej żony, Elżbieta usiądzie bliżej pani- wyjaśnił ustawiając wygodnie krzesła.

 

Czuję dużą tremę, zastanawiam się, czy choć jedno z przygotowanych przeze mnie pytań brzmi sensownie i czy przypadnie moim rozmówcom do gustu. Odpowiadają barwnie, płynnie, zajmująco. Gestami dają sobie znaki gdy jedno lub drugie pragnie coś dodać czy uzupełnić wypowiedź.

Na początku poruszamy temat radości, jaką daje wykonywanie zawodu zgodnego z zainteresowaniami, potem na chwilę przechodzimy do paru dygresji organizacyjnych, bo przecież podróżnik podróżnikowi nierówny, i oni także mają chwile, gdy chcą pobyć sam na sam z określonym miejscem czy doświadczyć konkretnej sytuacji. Dokładnie zdają sobie sprawę ze swoich mocnych stron, potrzeb i nawyków. Idealnie zgrani, choć różni z charakteru. Pani Elżbieta jest bardziej wyciszona, skupiona.Mówi cichym głosem i waży każde słowo. Pan Andrzej to mężczyzna radosny, spontaniczny, łatwo nawiązujący więzi towarzyskie. Rozmawiamy o miejscach, ludziach, rytuałach religijnych, o pięknie i róznorodności świata. O szacunku, z jakim  ludzie traktują innych w podróży . I o uzależnieniu, z którego wcale nie zamierzają się… leczyć. Podobno poriomania to niepohamowany pęd ku odkrywaniu nowych miejsc. Wiedzą tą podzielił się z parą zaprzyjaźniony lekarz psychiatra dodając, że on również „cierpi” na tę przypadłość.

Pośród poruszanych w naszej rozmowie wątków były także i te o ograniczeniach, które hamują naszą ciekawość sprawdzenia co takiego znajduje się tam, gdzie nie sięga wzrok. A za oknem deszcz w najlepsze bębnił o parapet. Czułam ulgę, że trema przeszła automatycznie gdy na twarzach gospodarzy zagościł niewymuszony uśmiech.  Pomyślałam, że to dom, w którym przyjaciele  na pewno nigdy się nie nudzą. 

Pewnie chcielibyście przeczytać choćby fragmenty rozmowy, którą nagrałam specjalnie dla Was, czytelników mojego bloga oraz mojej autorskiej aplikacji Audioblog. Przepraszam, że was zawiodę bo nie znajdziecie tekstu do przeczytania. Przepisywanie przeszło godzinnej rozmowy na blog mija się z celem, zajęłoby mnóstwo czasu.   Prościej będzie jeśli  odwiedzicie  stronę www.audio-blog.pl Możecie za pomocą dosłownie 3 kliknięć w podane tam linki na czarnych przyciskach,  po upływie 30 sekund posłuchać tej rozmowy w zakładce audycji najnowszych, zakładka nazywa się po prostu właśnie tak: NAJNOWSZE.

Tytuł wywiadu brzmi: ” TAM GDZIE NIE SIĘGA WZROK”. Będzie go można posłuchać już w najbliższy WTOREK.

Późną wieczorową porą wróciłam, drepcząc po kocich łbach krakowskiej dzielnicy Kazimierz do mojego samochodu, odpaliłam go bez przeszkód i wróciłam do domu.Po deszczu nie było śladu. Napojona do syta ziemia na wsi pachniała kwitnącym jaśminem, a na stole w kuchni zastałam miseczkę ze swieżo zerwanymi przez męża truskawkami. Z rozanieloną miną włączyłam dyktafon i pogryzając soczyste owoce, przesłuchałam jeszcze raz całą rozmowę.I doszłam do wniosku, że podróże, zgodnie z przysłowiem, nie tylko kształcą, ale otwierają nowe przestrzenie naszej wrażliwości, wzbudzają nowe tęsknoty i poczucie niedosytu. Bo wciąż chce się więcej i więcej….

Zapraszam, ściągnijcie aplikację Audioblog. To tak łatwe, że będziecie zdziwieni. A potem, mam nadzieję, pozytywnie zaskoczeni, że blog może być także prawdziwą ucztą dla ucha i jakoś tak jestem pewna, że spodobają się wam audycje przygotowane specjalnie z myślą o Was.

Ps To były jedne z najbardziej udanych imienin w moim życiu :) Zapamiętam je na bardzo długo!

A czy wy macie w pamięci jakieś przełomowe wydarzenia ze swojego życia? Może spotkaliście kogoś kto nadał waszemu życiu inny smak, inną jakość? Podzielcie się swoimi refleksjami. Każda z nich bardzo mnie ucieszy:)