0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

„Wrong direction” grupy Passenger. Idealna puenta opisanej historii.
http://https://www.youtube.com/watch?v=OMTMr95oeMc

 

"Kochac to patrzec w tym samym kierunku"... DSC_0641copy

 

 

 

 

1999= 2014?  Fot. Janina Jungiewicz

( dziękuję autorce za użyczenie zdjęcia na potrzeby bloga).

Zadzwoniła przedwczoraj, że  musi pogadać w trybie natychmiastowym. Kilka razy zbywałam juz telefony od niej i teraz, przed Świętami, nie wypadało zlekceważyć tego dramatyzmu w jej głosie. W końcu na studiach wyciągała mnie z różnych tarapatów. Teraz wypada jej choćby wysłuchać. I zapomnieć. Bo i tak przecież żadnej rady nie weźmie sobie do serca.

Widzę, że ma kłopoty… ale niczego nie drążę.

- Jestem człowiekiem -mostem- mówi na wstępie, wyciągając jakieś kolorowe pisemko. Jeden z tych poradników o tym, jak żyć lepiej, szczęśliwiej i na czasie.

-Ludzie- mosty-ciągnie Klementyna, popijając zieloną herbatę z nutą mięty- czują się wysłannikami niebios do niesienia pomocy w sytuacjach  trudnych. Sami udzielają jej hojnie. Nie potrafią przyjąć ani wymagać  niczego od innych.

Pamiętam studenckie zauroczenie Klementyny Sławkiem.

Tyle, że to jej zależało na tych kontaktach bardziej niż jemu. On na poważnych , technicznych studiach, po których przejął udziały w architektonicznej firmie ojca.

Przed jego obroną dyplomu spędzili nawet romantycznego Sylwestra w schronisku w górach, po którym ona bardzo wiele sobie obiecywała. Skończyło się na kilku wspólnych piwach i zwierzeniach podczas spaceru na osobności. On zakochał się. Jego wybranka była jednak zajęta. Klementyna, przygryzając wargę zachęciła go niezbyt entuzjastycznie, by powalczył.

Na ślubie przyjaciela nie była. Robiła kurs przewodnika górskiego i udawała strasznie zajętą. Kle to twarda sztuka. Nie lubi rozczulania się. To nie w jej stylu.

Sławek ożenił się. Urządził wysmakowane lokum w mieszkaniu w kamienicy, odziedziczone po babci żony. Dwoje dzieci, syn i córka, udana kariera. I nagle jego żona zmarła. To znaczy, nie nagle. Chorowała ale do końca nikt z przyjaciół nie wiedział.

-Spotkałam go tydzień po pogrzebie. Był w strasznym dołku.

No i od słowa do słowa, zgodziłam się pójść na wywiadówkę starszej córki i na zakupy po buty i kurtkę dla syna. Nadchodziła jesień. Ja samotność wypierałam z pamięci dzięki własnej firmie, wieczornej lekturze i zadaniowym nastawieniu do życia.

Po kilku miesiącach wsiąkłam kompletnie. Dzieci były wytrącone z równowagi emocjonalnej. Poświęciłam dużo czasu na rozmowy z nimi.

To był szczególny rodzaj więzi. Poczułam się prawie ich matką. One kochały moje poczucie humoru. Dzwoniły do mnie z każdą sprawą i aranżowały wszystko tak, by ich ojciec i ja…no wiesz, byśmy mogli się do siebie zbliżyć.

A ja naiwna gęś, wszelkie przeczucia, że to tylko spełnienie mojej potrzeby matkowania, ignorowałam. Zduszałam je w zarodku. I okłamywałam się, że z jego strony jest szansa na poważniejszy związek. Tłumaczyłam sobie samej, że będę cierpliwa…poczekam aż dojrzeje do niego.

Dwa lata temu zaproponował, żebym zrezygnowała z wynajmu lokalu na potrzeby firmy, urządziła się we własnym M, dopasowując je do potrzeb biura i przeprowadziła się do niego. Właśnie wprowadził się do nowego domu, kupionego do remontu. Modna ,podmiejska dzielnica, w pobliżu las i kojące widoki z okien. Tam Sławek miał, w moim odczuciu, chwycić wiatr w żagle i zamknąć okres żałoby w swoim życiu.

-Czy zaproponował ci stały związek? Oświadczył się? -zapytałam.

-Wiesz, jakoś ciągle działo się tyle, że nie chciałam tego zauważać. Ale…nie.

Wzięłam kredyt i zaczęłam urządzać dom marzeń. On by zbyt zapracowany, by mieć na to czas. Ja byłam sama sobie szefem. Na dom poszły wszystkie oszczędności: dwadzieścia siedem tysięcy. Cieszyłam się, że nie wynajmuję już lokalu na biuro. Mogę poszaleć. Zaskoczę mojego cżłowieka. Stworzę mu dom i rodzinę… Gdy wspomniałam o dziecku…O naszym wspólnym, powiedział, że nigdy nie planował trzeciego. Skoro dwoje już tak podrośniętych…

Wiesz, a ja biegałam z jego dziećmi do psychologa, logopedy, na gimnastykę korekcyjną… On miał okresy cudowne i okresy całkowitego wycofania. Chciałam być taktowna i nie doprowadzałam do konfrontacji. Widziałam, że ma z dziećmi fantastyczny kontakt. Dużo wyjeżdżał także w rodzinne strony i pomagał starszym rodzicom. Tłumaczył mi, że wizyty u lekarzy…Że niezbędne naprawy w domu…Że on ma poczucie obowiązku jako jedyny syn…

A ja? Poszłam do psychologa i wreszcie dopiero przed nim przyznałam, że żyję w związku z mojej wyobraźni. Że jestem taką polską” Matką Teresą z Kalkuty”.

Psycholog doradził wypisać wszystkie za i przeciw związku, zastanowić się kto i co w tym związku daje, a kto otrzymuje.

I wysżło mi, że oni otrzymują klimat rodziny i zastępczą mamę, konkretne usługi , pracę fizyczną i matkowanie, a ja otrzymuję złudzenie. Którego mój partner nie chce potwierdzić.

Ostatnie zdanie Klementyna wypowiada ciszej:

-Zapytałam więc go wreszcie kilka dni temu po odwiezieniu dzieci do babci, czy mógłby się wreszcie określić co do planów na nadchodzące święta i przyszłość.

Wtedy on nalał sobie drinka, jak w jednym z tych tandetnych, pieprzonych seriali dla gospodyń domowych i po drugiej szklaneczce wyznał mi, nie patrząc w oczy, że w jego życiu jest ważna kobieta.I że zamierza wreszcie poprosić ją o rękę…

- Kle- byłaś bezcenna. Dzieci zakochały się w tobie. Nigdy ci tego nie zapomnę…

Jesteś świętą kobietą… Ale faceci potrzebują poczuć tą iskrę… Z tobą jej nigdy nie poczułem.

Pokazał mi wyświetlacz komórki, na którym widniała kwota 20 tysięcy przelewu na moje konto.

-Przepraszam, brakujące 7 tysięcy oddam ci co do grosza za miesiąc…Mój klient będzie finalizował ze mną umowę na projekt i obiecał wpłatę zaliczki.

Teraz wiesz, muszę urządzić jakieś święta, kupić dzieciom prezenty…

No i muszę je gdzieś zabrać by na neutralnym gruncie przedstawić im Kamilę.

Kle przerywa .Jej oczy są sucha, a usta zacięte.

-”Ludzie- mosty” są stworzeni do ratowania. Ocierają łzy. Pomagają. Skutecznie leczą rany. Nadają życiu sens. Ale chyba nie sprawdzają się w relacji romantycznej.

-Co robisz w święta, Kle? -zapraszamy na Wigilię, nie możesz być teraz sama…-chcę wierzyć, że moje zaproszenie wypadło szczerze.

-Kupiłam wczasy last minute do Egiptu. A jak wrócę, zacznę nowe życie. Prawdziwe życie , do jakiego zostałam stworzona. Skupię się na firmie, urządzaniu na nowo mojej kawalerki. I przeczytam ze trzydzieści zaległych

książek. A potem pomyślę, co dalej. Jutro też jest dzień. Najbardziej szkoda mi dzieci. Już czułam się ich mamą…

Kle nie płacze. Jest tylko trochę przygaszona.

-Kochać to patrzeć w tym samym kierunku- powiedziała wreszcie, zasuwając energicznie suwak kurtki.- Za późno zauważyłam, że   w moim i Sławka przypadku  to jednak  nie był ten sam kierunek…To było tylko moje pobożne życzenie….

Zaczynam od zera…