0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

 

 

Środek dnia. Centrum miasteczka. Parking przed kościołem.Parkuję na jedynym wolnym miejscu. Wysiadam i kątem oka dostrzegam dwóch mężczyzn, jeden z nich schyla się po leżący na chodniku kluczyk samochodowy.

Nie zwróciłabym na ten fakt specjalnej uwagi. Młodzi  mężczyźni znajdują się o kilka kroków ode mnie.

-Patrz-mówi ten, który schylił się, by podnieść znalezisko- Klucze do auta!

-Ciekawe, czy do tego Jaguara, który tu stoi-wskazał drugi z mężczyzn, rozglądając się z pytającym wyrazem twarzy.

-Nie, to raczej do Opla Corsy-patrz, tu przy breloczku jest wygrawerowany napis.

Zatrzymuję się.

-Co tu zrobić z kluczami? Śpieszy nam się-powiedział ten pierwszy.

Przystanęłam, ciekawa, jak panowie rozwiążą problem.

-Zostawię wiadomość za szybą auta, że klucze można odebrać….

-Chyba ich ze sobą nie weźmiesz? Przecież jedziemy na pociąg…

Mężczyzna rozejrzał się wokół i jego wzrok padł na napis: „Centrum pielgrzymkowe”.

-O, tam zostawimy, w biurze u zakonnicy!

Sytuacja miała miejsce w Święto Zwiastowania o godzinie 12.30.

Ta godzina, od 12.00 do 13.00 8 grudnia jest co roku nazywana „godziną łaski”.

Kościół obiecuje, że ten, kto pomodli się w tym czasie za zatwardziałych grzeszników, uzyska dla nich łaskę ich nawrócenia.

Dlatego parking przed kościołem, zlokalizowanym w sercu miasta, mimo powszechnego dnia, był tak zatłoczony. Dodam, że sytuacja miała miejsce w niewielkim miasteczku na Śląsku, znanym ze słynnego sanktuarium maryjnego. Kierowca, który zgubił na parkingu klucze do samochodu, najprawdopodobniej był w tłumie wiernych, zgromadzonych przed ołtarzem…

Jestem ciekawa, czy zaobserwowana sytuacja jest już w naszym kraju normą? Czy uczciwie oddajemy w Polsce wartościowe przedmioty, które zdarzyło nam się przypadkowo zauważyć na ulicy? W sklepie? W instytucjach typu urząd?

Czy raczej była to jakaś niebiańska ingerencja podczas „godziny łaski?”…

Śpieszyłam się i nie wiem, jak zakończyła się ta hitoria. Mam tylko nadzieję, że właściciel samochodu, pewnie jakiś starszy pan lub pani, nie dostali zawału serca stwierdziwszy, że nie mają kluczy do samochodu w torebce lub w kieszeni… Tylko raz zdarzyło mi się, że zgubiłam klucze do samochodu na parkingu przed centrum handlowym w Krakowie i pamiętam, z jakim biciem serca go szukałam!

Miałam na ręku dziecko, objuczona torebką i siatkami z zakupami nie zauważyłam, że klucze wypadły z mojej torebki i zaplątały się w druty koszyka na zakupy…. Wreszcie, gdy zobaczyłam nadchodzącego ochroniarza z pytaniem, czy zgubiłam klucze… i poproszona o podanie numeru rejestracyjnego auta, nie mogłam z powodu stresu przypomnieć sobie tych danych. Wyciągnęłam więc dowód rejestracyjny z torebki i podałam go bez słowa młodemu pracownikowi ochrony.

Jak myślicie? Czy opisany przypadek z uczciwymi znalazcami na parkingu przed kościołem w tak niezwykłym dniu jak Święto Objawienia to cud, czy przypadek? Jesteśmy wszyscy uczciwi z natury? Czy może bywają dni, gdy jesteśmy bardziej wrażliwi na podszepty sumienia??? Uczciwość czy cud?

Jestem bardzo ciekawa waszego zdania….