0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Baśka nie miała tego feralnego dnia żadnych złych przeczuć .Zero! Wręcz przeciwnie! Czuła się szczęśliwa z powodu nadchodzącego wylotu do Chorwacji. Czwartek był przedostatnim dniem przed urlopem.

A… tak beznadziejny scenariusz, jaki jej się miał przytrafić, figurował w najczarniejszych snach każdego z jej służbowych znajomych.

Jak co dzień, przyszła do pracy punktualnie. Zdjęła przemoczony płaszcz i z rezygnacją zamieniła wygodne mokasyny na służbowe, czerwone szpilki. Jeszcze tylko pośpieszna wizyta w firmowej kanciapce z czajnikiem i lodówką, gdzie tradycyjnie zostawiła pudełko z sałatką z kurczaka na lancz i zaparzyła mały kubek bezkofeinowej kawy.  Od kwadransa usiłowała zalogować się na swoje konto. Bezskutecznie. Komputer twierdził ,że wpisuje niewłaściwe hasło i uniemożliwiał jej rozpoczęcie codziennych obowiązków.

” Są takie dni w tygodniu

Gdy nic mi się nie układa

I jak na złość, wypada wszystko z rąk.”…

-zanuciła pod nosem stary przebój Urszuli Sipińskiej, sięgając po kubek z parująca kawą. Deszczowa pogoda za oknem nastrajała raczej melancholijnie. Tu i ówdzie ktoś stęknął, że takie mokre lato w tym roku, że reumatyzm daje się we znaki już w lipcu…

„Bo są dni

Gdy z nieba kapie deszcz

Nie mówię wtedy nic

Telefon milczy też”…

Mruczy Basia, wykonując juz trzecią próbe zalogowania się! Szlag! Telefon do serwisanta.Panie Maćku… Chyba padło łącze…

Zamiast oczekiwanego serwisanta ,niespodzianka. O, nie! Tylko nie to- Baśkę dopada jakaś zła myśl.

W ostatnim roku zredukowano znacząco  obsadę w firmie. Wszyscy z działu krakali , że fuzja ze znaną duńską spółką tak właśnie się skończy: redukcjami stanowisk. Ktoś inny zażartował, że skoro przechodzą pod management Rodaków Hansa Christiana Andersena, zacznie się teraz „historia z innej bajki”. I rzeczywiście. Zaczęła się czarna era. Nowo-zaprzysiężona pani prezes otrzymała bardzo trafnie dobraną ksywkę : „Królowa Śniegu”. Wiatr, zamieć, lód w spojrzeniu. Mroźna atmosfera w firmie – okazały się jej wizytówką.

Nikt nie znał dnia ani godziny.  Po prostu,od czasu do czasu, przychodził strażnik z pudełkiem i prosił o spakowanie rzeczy i wizytę u szefa. Zwalniano bez uprzedzenia. I zaraz potem następowała nowa rekrutacja. Ktoś gorzko zażartował, że robią akcję : 2 za 1, ” Kup 2 pracowników w dotychczasowej cenie jednego.” Zatrudniano tańszy, młody narybek, pozbywając się kosztowniejszych w utrzymaniu, starszych pracowników. Przepracowałaś na swoim stanowisku wiele lat? Jesteś do świadczonym pracownikiem? Uwaga! Na twoje miejsce pracodawca być może zechce zatrudnić dwóch, prężnych, bardziej zmotywowanych…

„Strzeżcie się pracy w korpo- przeczytała Basia wczorajszego wieczora, wchodząc na forum komentujących artykuł z pewnego portalu, który pokazywał nowoczesne wnętrza ” korporacji na miarę XXI wieku” , zdjęcia okraszone informacjami o sukcesach lokalnych spółek informatycznych.

Basia była z usposobienia logiczną pedantką. Ktoś taki jak ona, nie wierzy w przesądy. W pechową trzynastkę .Wprawdzie ktoś z grona „zredukowanych” wspominał o wcześniejszym zlekceważeniu czarnego kota, który przebiegł przez drogę, ktoś inny nie przysiadł w domu „na chwilę”, choć wrócił do domu po zapomniany drobiazg.

Dlatego, gdy wpatrywanie się w monitor, wyświetlający kombinację cyfr, przerwało jej chrząknięcie pana Ryśka, a na jej biurku wylądował karton, odwróciła się z uśmiechem.

-Rozdaje pan dziś ciastka imieninowe czy cukierki z okazji narodzin potomka?

-Przykro mi, ale dziś rozdaję…kartony do spakowania zawartości biurka… Pani prezes prosi cię na rozmowę- wymamrotał z wyraźną przykrością, bo pracował z Basią od siedmiu lat i uważał ją za kobietę bardzo solidną.

Zapamiętała kilka szczegółów. Słońce mocno paliło ją w plecy.”Królowa Śniegu” wyrecytowała swoją formułkę podziękowania jej za współpracę, w nieskazitelnym angielskim, z odrobiną twardego narzecza. Strażnik uprzejmie przytrzymał drzwi wyjściowe, bo w tym, ważącym chyba z tonę pudełku, nazbierało się jednak siedem lat papierów, folderów, gadżetów z konferencji, kilka książek… Drżącymi rękami usunęła prywatną pocztę ze służbowego laptopa i skopiowała na pendrive’a parę zdjęć z wyjazdów integracyjnych.

Drzwi wyjściowe zamknęły się z nią bezszelestnie.

” Nie daj się skusić na pracę w korpo, bo wejdziesz w rytm chomika, biegającego do utraty tchu na swoim kółeczku. A jak już wycisną cię jak cytrynę i zauważą spadającą motywację do pracy, wyrzucą cię na bruk i znajdą 2 tańsze, młodsze, bardziej kreatywne odpowiedniki” -usłyszała wyraźnie własne słowa, które przeczytała wczoraj wieczorem Panu Mężowi, smarując dłonie kremem z witaminą.

A oto trzy pełnopłatne miesiące wolności!

Właśnie miała zaczynać urlop! No i zaczyna! Tyle, jako bezrobotna. A po powrocie z wczasów, po prostu wydrukuje 20 egzemplarzy CV i przejdzie się na parę rozmów rekrutacyjnych…

W domu przekonuje się, że kupiony ostatnio,rzekomo wodoodporny tusz do rzęs ,był jednak przereklamowany. Basia zbliża się do lustra, lustruje krytycznie zapuchnięte, rozmazane oczy. „Wyglądam jak aktorka ze spalonego teatru”-myśli.- Tyle, że tym razem „teatr” nie spłonął. Ale „sztukę”, w której grała, „zdjęto z afisza”. Zdecydowano się na nowy „repertuar”. I podziękowano niektórym dotychczasowym , wiernym „aktorom”. Przyszli młodsi, odporniejsi na stres. Wydajniejsi.

Mąż przy kolacji nie pyta o nic. Wsuwa nos w ekran, porządkuje maile, przygotowuje prezentację na jutrzejszy wyjazd służbowy. Od poniedziałku wziął urlop, na stole wydrukowane karty pokładowe na samolot. Cel :Dubrownik.

- Czy wy, kobiety, zawsze musicie się tak stresować przed każdą podróżą?- zagaduje niespodziewanie, stawiając przed nią parujący, porcelanowy kubek z ulubioną herbatką grejpfrutową.

-No, o co chodzi? Masz Te Dni?

- Mam… -rozkleja się, wydmuchując nos o wiele za głośno.-Mam te dni, kiedy czuję się beznadziejna, przegrana, potraktowana niesprawiedliwie…

Mam… trzy miesiące na znalezienie nowej pracy!

Marek gwizdnął i przybrał współczujący wyraz twarz.

-Ani słowem-powiedział, podchodząc do żony-Ani słowem nie zepsuję ci naszego wyjazdu-obiecał. – Odkładamy ten temat na górna półkę i cieszymy się wolnością. Wyśpimy się, pozwiedzamy, podadzą nam pyszne żarcie pod nos… Wrócisz opalona i pełna energii. Znajdziesz coś- powiedział zdecydowanie. Uwierzyła mu.Co jej pozostało? Uwierzyła.

O 3 nad ranem, krążąc bezsennie po domu, po ciemku wymacała paczkę z tabletkami nasennymi. Odpłynęła i śniła o rozmowach kwalifikacyjnych. Rankiem Marek dotknął jej ramienia z uśmiechem:-Wstawaj i przeczytaj ogłoszenie na job.pl- powiedział z tajemniczą miną.

Przeskanowała wzrokiem tekst o rozmowach rekrutacyjnych dla firmy X po angielsku.

W międzyczasie budzik w komórce zadzwonił o 7.15.Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka. Zapomniała go dezaktywować wczoraj.

” Just one look at you and I feeel that

It’s gonna be, it’s gonna be….

A lovely day ! -” zaśpiewał seksownym głosek chórek czarnoskórych wykonawców. Jej budzik nie miał dziś racji. To nie będzie dobry dzień. Nie potrafiła w to uwierzyć. Nie po wczorajszym odebraniu w pracy wypowiedzenia.

Jednym kliknięciem weszła w dokumenty swego laptopa i znalazła przygotowane przed miesiącem CV. Napisała je w przypływie obaw , kiedy zwolniono jej bliską koleżankę. Wystukała skopiowany z ogłoszenia adres działu rekrutacji firmy i dołączyła list motywacyjny.

-Szybciej, szybciej!- pomyślała. -Pójdę za ciosem, póki jeszcze jestem w szoku! Szybki rzut oka na potarganą fryzurę. Miała niecałe pół godziny do wyjścia z domu. W pośpiechu posypała włosy suchym szamponem i wyczesała z niego resztki lakieru. Po minucie spędzonej pod lodowatym prysznicem, zgarnęła z szafy błękitną bluzkę i grzeczną princeskę. Drżącą ręką zrobiła makijaż, jednym pociągnięciem czarnej kredki przykrywając wystające odrosty brwi. Buteleczka make-upu oddała jej swoją ostatnią kropelkę. A niech to! Pół buteleczki perfum-miniatury przewróciło się i rozlało na rzucony niedbale na podłogę ręcznik. Całą łazienkę wypełniła woń Armaniego. -Szlag! Szlag! Szlag! To chyba nie jest mój dzień-Basia wystawiła swemu odbiciu w lustrze język. -Wariatka! Należało odejść zanim cię zwolnili-wymamrotała sama do siebie.

Tymczasem w torebce w hollu rozdzwoniła się komórka Basi.

- Halo, dotarł do nas pani mail, dzwonimy z działu rekrutacyjnego… Właściwie mieliśmy dopięty komplet zgłoszeń- szczebiotała jakaś smarkula profesjonalnie sympatycznym głosem -ale jednej osobie coś wypadło i nie dojedzie. Zapraszamy na 9.00…

-Marek-krzyknęła zdyszana, zbiegając po schodach, łamiąc przy tym jeden z obcasów ulubionych butów- kluczyki do auta!

Po drodze wskakuje w mokasyny, trudno, będzie mniej elegancko. Siada za kółkiem, odpala. Po kilku minutach pośpiesznej jazdy przez miasto, oblewa ją zimny pot:

Zabrała z domu niewłaściwą torebkę! Była bez dokumentów! Wszystko przez ten stres.

Jak na komendę widzi sygnał, dany lizakiem przez stojącego obok zaparkowanego radiowozu, policjanta. -Dzień dobry. Wakacyjna kontrola trzeźwości kierowców-informuje stróż prawa. Spięta Basia posłusznie dmucha w podstawiony jej ustnik. -Dokumenty samochodu, prawo jazdy…. mamrocze młody funkcjonariusz. Basia zadrżała. Trudno. Mandat należy doliczyć do atrakcji tego dnia.Pokerowa mina. Basia sięga w stronę torebki z bolesną świadomością, że nie ma w niej czego szukać… I nieoczekiwanie… wyjmuje z niej prawo jazdy i dowód rejestracyjny! Marku- myśli z czułością o mężu- jesteś aniołem! Pomyślał za nią o przełożeniu dokumentów! Uratował jej dziś skórę!

Policjant  postanowił jej jednak darować resztę formalności. Zatrzymał kolejnego kierowcę . Uff!

10 minut spokojnej ,płynnej jazdy i nagle Basia nie ma wątpliwości: Guma… Czyzbym jeszcze nie wyczerpała limitu nieszczęść na dziś?-myśli ze złością.-Już takie moje szczęście… To jakiś  totalnie pokręcony dzień! Skoro nic się nie udaje, może nie jechać na rozmowę?-przelatuje jej przez głowę tchórzliwa myśl. Jechać! Z kapciem w oponie? Może tam najwyżej dobiec na własnych nogach!  Nasza zestresowana bohaterka zamyka samochód. Potyka się o parkometr. Kurczę, kurczę, kurczę…! Po co wydała wczoraj zakamuflowane na czarną godzinę 5 złotych , kupując bezmyślnie, na pociechę, by odgonić chandrę, loda Grand Koral ? Na bilet parkingowy potrzebuje 3 złote… Na zachcianki ją zebrało!

W torebce próżno jednak szukać portfela. Jeden cud,  w postaci spakowanych dokumentów, wystarczy. Nie można od życia żądać zbyt wiele! Zaciska usta. Zaryzykuje. Może w ciągu godziny patrol straży miejskiej nie dostrzeże braku biletu parkingowego za szybką???  Czy szanowny patrol może wziąć pod uwagę okoliczności specjalne??? NIE MAM ZA CO KUPIĆ BILETU. I nie będe miała za co długo,  o ile teraz nie dojdę na rozmowę!-myśli, wykończona przeciwnościami losu.

Mijając parkometr, staje jak wryta: na chodniku leży BILET, który będzie jeszcze ważny przez 35 minut! Całuje go z namaszczeniem a przechodzący obok w pośpiechu facet zerka na nią z dziwnym wyrazem twarzy.

Do firmy, przeprowadzającej rekrutację nie jest daleko. 10 minut szybkim marszem, jeśli się pośpieszy. Chwała Ci, Boże, za ten złamany obcas w szpilkach. Nigdy nie wiemy, kiedy  nasze małe życiowe tragedie bywają ostatecznie wybawieniem! Po drodze dławi się jednak własnym strachem i niepewnością.  Nie wygląda dobrze po źle przespanej nocy. Chwyta głęboki oddech i nakazuje sobie SPOKÓJ.

Przed wejściem do recepcji , pobieżny rzut oka na spódnicę: wygląda bez zarzutu, długość przed kolano, pokaże swój niewątpliwy atut: dobre, zgrabne nogi. Stop! Co to za nitka? Baśka pociąga ja nerwowo i z rozpaczą stwierdza, że odpruło się całe stebnowanie brzegu. Spódnica wygląda beznadziejnie. I, no nie! O szczycie rozpaczy! Zerkając na paznokcie, którymi zahaczyła rajtki, usiłując szarpnąć niesforną nitkę, dostrzega pokaźne oczko tuż poniżej łydki, w bardzo eksponowanym miejscu. Z uczuciem kompletnej paniki przekonuje się też namacalnie, że wczoraj wieczorem zmyła tylko odrapany lakier z prawej ręki. Lewa pozostała nietknięta zmywaczem…. Jest źle. Lakier w kolorze srebra… Widać czy nie widać? Kurczę, widać! Najwyżej schowa lewą rękę za siebie…. Na koniec Basia przelatuje palcem po uzębieniu. Wcale się  n ie zdziwię, jak wypadnie mi jeszcze plomba z górnej dwójki- myśli kwaśno. Humor pod psem. Za oknem siąpi deszcz.

Po wejściu do recepcji zdołała się tyko przedstawić i od razu została zaproszona do pokoju rekrutacyjnego. Już ma bąknąć, że rezygnuje z powodu niedyspozycji, gdy nagle słyszy na korytarzu, tuż przed wejściem do sali, znajomy głos:

-Basia?… Poznałbym cię na końcu świata za sto lat!

Kobieta wstrzymuje oddech. Vis a vis stał niepokojąco przystojny Darek, nie widziany od 15 lat z równoległej klasy LO. Chodził do klasy o profilu humanistycznym. Podkochiwała się w nim całe liceum. Ale on należał do bardzo ambitnych kujonów. Nie widywało się go z dziewczynami…

Zamroczoną z wrażenia Basię proszą na salę rozmów.Wciska się za biurko, próbując manewrować tak, by ukryć rozprutą pliskę od spódnicy, dziurę w rajstopie i jednocześnie schować lewą dłoń, ozdobioną wątpliwej urody resztkami srebrnego lakieru, dowodu jej roztrzepania.

Zbiera się w sobie i pisze test psychologiczny. Po upływie wskazanego czasu, kartkę z testem odbiera od niej Darek i z uśmiechem znika w innym pomieszczeniu.

Dalsza część rozmowy płynie gładko. Basia wie, że zrobiła wszystko, aby pod względem merytorycznym wypaść jak najlepiej. Czy komisja zauważyła drobne mankamenty w jej wyglądzie? Oblewa ją strużka zimnego potu.

Komisja dochodzi do punktu: oczekiwane wynagrodzenie za pracę.

I nagle na Basię spływa olśnienie: Od 4 lat pracowałam bez podwyżki-słyszy swój spokojny głos.

-Teraz myślę, że był to efekt niedostatku odwagi. Bałam się poprosić o podwyżkę , myślałam, że mnie zwolnią. Ale i tak zwolnili…

-Co może Pani powiedzieć o własnej reakcji na zwolnienie z pracy?- pada pytanie.

-Poza tym, że odbyło się ono za porozumieniem stron, bardzo mnie zmobilizowało do zawalczenia o siebie-wypaliła szczerze.

-Złapałam dziś gumę, zapomniałam portfela, złamałam obcas, podarłam rajtki i poprułam spódnicę. A także…. zademonstrowała lewą dłoń: Zapomniałam zmyć manikiuru z jednej ręki… Tak bardzo byłam podekscytowana spotkaniem z Państwem, że pomyślałam mimo tego: Wstydzę się jak jasna cholera, wyglądam strasznie, ale wejdę i zawalczę o siebie…

Członkowie komisji wymienili uśmiechy.

Basia czuje, że ma tę pracę. Zawahała się jednak na moment namyśl,czy zniesie   widok Darka na codzień? Na myśl o nim poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. Chyba  nie czuła się na siłach do codziennych spotkań z dawną miłością swego życia. Co z tego, że Darek nie miał o tym najmniejszego pojęcia? Teraz wypada już tylko podziękować za miłe spotkanie. Adieu, komisjo rekrutacyjna! Po wczasach rozpocznę dalsze poszukiwania. Przyjazd tutaj dzisiaj, na wariackich papierach, w ogóle nie miał sensu…

W tym czasie za jej plecami pojawił się Darek, który bezszelestnie wręczył kruczoczarnej kobiecie z komisji plik testów.

-Mamy do pani ostatnie pytanie:

-Co poradziłaby pani osobie maksymalnie spiętej przed ważną rozmową kwalifikacyjną?

- Zestresowanej osobie, której myśli wymykają się spod kontroli i boi się dać plamę, radzę zrobić to, co zawsze się sprawdza. Uruchomić wyobraźnię! Wyobrazić sobie, że najprzystojniejszy członek komisji ma dziś na sobie bokserki w kaczuszki…

W tym momencie jeden z siedzących pod oknem mężczyzn, członków szacownej komisji, parska śmiechem i krztusi się kawą. I szepcze ledwie dosłyszalnym szeptem: – Skąd pani to wie??? O tych kaczuszkach???

Atmosfera na sali rekrutacyjnej wyraźnie poluzowała…

Komisja proponuje Basi pracę juz za miesiąc. Na miejsce odchodzącego psychologa,  Pana Darka, który dostał grant na badania w Danii! W ojczyźnie ex-pani prezes , „Królowej Śniegu” -przelatuje Basi przez głowę. Zbieg okoliczności!

Odpowiada, że jest na 3-miesięcznym wypowiedzeniu, ale tak naprawdę , może uzgodnić z poprzednim pracodawcą warunki otrzymania wcześniej świadectwa pracy i rozwiązania umowy.

-Szukaliśmy właśnie pani- komisja wstaje, gratuluje, podaje Basi rękę.

A ona, jeszcze trochęnie wierząc we własne szczęście, opuszcza salę  z  dziurawą rajtką ale i z uśmiechem. Już nie ukrywa mankamentów swojej garderoby.Przypadki   chodzą po ludziach!

Podnosi do góry głowę i z uśmiechem mówi:

-Do zobaczenia za dwa tygodnie…

Basia bardzo dobrze zna przysłowie:” Nie chwal dnia przed zachodem słońca”, ale dziś, wychodząc radosnym, energicznym krokiem z siedziby swojej nowej firmy, ma ochotę wykrzyczeć nową wersję powiedzenia :” Nie narzekaj na kiepski dzień przed zachodem słońca. Kto wie, co przyniesie reszta dnia, po kiepskim początku?”