0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Bodajże w 1995 roku mój mąż poleciał na delegację do Chicago. I nie byłoby w delegacji tej nic nadzwyczajnego, gdyby… gdyby nie przeżył tam wtedy … największej przygody „łóżkowej” swego życia ze śmiesznym finałem:

Wtedy jeszcze podróże za ocean nawet bardzo lubił. Teraz już mniej…

 

Gdy wylatujesz z Krakowa w południe i po dziewięciu godzinach lotu lądujesz na O’Hare o trzeciej po południu miejscowego czasu, masz tego dnia jedno ważne zadanie: pokonać tzw. „Dżet Lag”, czyli złapać czas. Broń Boże, nie zasnąć po południu, tylko kreatywnie pomęczyć się! Jutro będzie tylko lepiej! To znaczy, pod koniec pracy i tak będziesz przysypiał (w Polsce będzie już północ nim wyjdziesz z biura) ale grunt to dobry pomysł na pierwsze popołudnie za wielką wodą!

Cóż, 7 godzin różnicy w czasie pomiędzy Polską a „Midwest” to nie przelewki! Organizm przystosowuje się do tych zmian w ciągu tygodnia, po godzince na każdy dzień. Co w sytuacji, gdy delegacja trwa równy tydzień? Po powrocie do kraju jest jeszcze gorzej.

Mąż wpadł na pomysł, by w dniu przylotu, nadrobić zaległości towarzyskie i odwiedzić kolegę, który właśnie urządzał się w wynajętym mieszkaniu na przedmieściach Chicago. Oby tylko nie zasnąć o szesnastej i nie obudzić się w środku nocy!

 

Po spałaszowaniu lunchu , na prośbę emigranta, panowie udali się wspólnie do sklepu sieci „Bed and Mattress” (Łóżka i materace).

I tam zaczęli oglądać, komentować i porównywać parametry i ceny wystawionego w sali sprzedaży towaru. Wzorem klienteli wokół nich, niepomni komizmu sytuacji, położyli się też na kilku łóżkach. Testowali twardość materacy, opowiadali sobie dowcipy i bawili się w skojarzenia.

O łóżku można na poważnie i frywolnie. Dość powiedzieć, że panowie wybrali tę drugą wersję…

A że znali się od wielu lat i byli podekscytowani spotkaniem po latach w Wietrznym Mieście ( w Polsce pracowali onegdaj w jednej firmie) , snuli plany na nadchodzący wieczór . Cóż, chata wolna, kolega emigrant, sam żonaty i dzieciaty wysłał, tak się złożyło, żonę z dzieckiem na małe wakacje bo pora była ku temu stosowna. Wieczór słomianych wdowców w sklepie z materacami uznali panowie za udany, dowcip gonił dowcip. I gdy tak dawni koledzy z biura leżeli w kolejnym łożu, zachwalając jego zalety i krytykując wysoką, jak na polską kieszeń, cenę, podeszła do nich młoda ekspedientka wprawdzie w rozmiarze XXXL ale z ładną buzią i znakomicie uczesanymi włosami, ze zdrowym, białym uśmiechem i błękitnymi oczami. I, trzepocząc ładnie podkreślonymi mascarą rzęsami, zagadnęła profesjonalnie:

 

-Jeśli panowie potrzebują jakiejś sugestii odnośnie naszych materacy, to zdecydowanie polecam model, na którym panowie obecnie leżą .Jestem przekonana, że materac ten będzie panów ulubionym, wygodnym i spełniającym wszelkie standardy jakości meblem . A wiadomo, że jakość snu i odpoczynku wydatnie wpływa na…, itd…itd…

Śmiech na ustach panów nagle zamarł. Przestali rechotać z brodatych dowcipów i spoglądając jeden na drugiego, wymamrotali cichutko, po polsku :

-Ale numer! Ona wzięła nas za PARĘ!

Po czym panowie zorientowali się, że są ubrani w takie same koszule, kupione jeszcze w Polsce, obaj w podobnym wieku… i na dodatek, we wspólnym łóżku… .Publicznie!

„Ten materac będzie Waszym ulubionym nabytkiem”…

Zabawnie było jednak nie wyprowadzać panienki z błędu. Obiecawszy jej, że zastanowią się jeszcze…. Opuścili w pośpiechu rzeczony salon .

 

Ciekawostka: w USA rozróżnia się następujące rozmiary łóżek: queen size , king size. Na materac kładzie się jeszcze tzw. komforter. Powoduje to, że leży się wyżej i jest to bardzo wygodne, ergonomiczne rozwiązanie, oszczędzające bólu pleców i kolan .Amerykanie kochają szerokie, wygodne, fantazyjne łoża. No, cóż, rzadko kiedy są ograniczeni metrażem mieszkanka w bloku… Podoba mi się skojarzenie, że w łóżku leży król i Królowa. A główna sypialnia w domu nazywa się Master Bedroom( ładnie, musicie przyznać!).

 

Powyższa historyjka o przymierzaniu materacy za oceanem przypomniała mi się gdy kilka dni temu stanęliśmy przed dylematem zakupu nowego łóżka do sypialni dla gości.

King size nie wejdzie do pokoju na poddaszu, jedyna wolna ściana jest usytuowana pod skosem. Tzw. wersalka nie wchodzi w grę, bo wystarczająco długo męczyliśmy się na własnych w domach rodzinnych i pozostał nam uraz ( żart).Stanęło na Queen size. W wolnym przekładzie: 160 szerokości. Wygodniejsze od wersalki no i drzwi od balkonu otworzą się bez problemu. Pani w salonie nie była wprawdzie młoda ani powabna, za to bardzo praktyczna: – Wybierzcie państwo ten model-wskazała. To nie chińszczyzna lecz polski produkt z certyfikatem materaca o zaletach modelu ortopedycznego. Materac ortopedyczny? Ładnie nas pani zaklasyfikowała, nie ma co! Czy to już pora na wnuki? Bo tak jakoś z materacem ortopedycznym kojarzy mi się wiek „senioralny”…

A jednak przysłowie „jak sobie pościelisz tak się wyśpisz” przemówiło nam do wyobraźni.

Kupując to nowe łóżko rzeczywiście jakoś mimochodem myśleliśmy oboje o… wnukach. Aby było na tyle szerokie, żeby można było czytać im kiedyś bajki na dobranoc… A ja bardzo lubię czytać, tak się świetnie składa!

Ech, rozmarzyłam się. Póki co, poczytamy sobie w nim jeszcze sami… Albo poczytają nasi goście. Mamy nadzieję, że będzie im u nas wygodnie i że będą w nowym łóżku śnić wyłącznie przyjemne sny… i wspominać pobyt u przyjaciół jako fajnie spędzony czas… No i, że poczują się po królewsku, jak przystało na rozmiar materaca Queen size!A na wnuki trzeba będzie jednak jeszcze trochę poczekać. Ale miło pomarzyć już teraz  ;-)